Siedzę i próbuję się uczyć... Średnio mi to jednak idzie... Dopadają mnie obrazy z zakończonego niedawno dnia...

Dzisiaj chciała kupić spodnie - doszłam jednak do wniosku, że zakupy to nie jest rozrywka dla mnie... Dlaczego niby mam sie denerwować, ze nie mieszczę się w rozmiar 32?? 3 lata temu 34 by mi wystarczyło... aż zanadto! A teraz?? Rozmiar 34 wydaje mi się tak ogromny jak dwuosobowy namiot... Apetyt rośnie w miarę jedzenie... A może NIE jedzenia??

Zastanawia mnie, czy gdzieś leży granica...? Czy kiedyś stanę przed lustrem i powiem sobie: "tak, dobrze wyglądasz, zostaw tak jak jest"??

Cały czas mam nadzieję, że taka granica istnieje... bo jeśli nie, to oznacza ze umrę - prędzej czy później... A nie wiem czy tego właśnie chcę...

Name:

Komentarze:

08.01.2009, 20:34 :: 77.113.20.123
paandalec
a ja kim ja jestem mieszczac sie raz w 38 raz 36

08.01.2009, 07:41 :: 83.142.207.94
mademoiselle-butterfly
Granica się zaciera. Mam w szafie 4 pary za małych spodni które wrzeszczą do mnie bym schudła... I słucham własnych spodni- oszalałam.
Próba nauki nie wychodzi mi z lenistwa.

08.01.2009, 01:50 :: 88.156.161.218
jakiskretyn
Pffff... 34. Wiesz co?
Zwykle od takiej notki posmutniałbym, że jeszcze jedno życie się marnuje, a później poszedł dalej, z przeświadczeniem że w końcu i tak nie wyleczę Cię z Twojej niezdrowej obsesji. Ale poświęce te pare chwil i coś Ci napiszę:
Niezależnie od tego, czy będziesz nosić 32, 34 czy 40, kiedyś trafi się ktoś, komu spojrzysz w oczy i zobaczysz tam siebie, tak piękną, jak najwspanialszy anioł. I wtedy dotrzesz do swojej granicy. Piękno leży w oku patrzącego.

A moja znajoma, która nosi 36, mogłaby mieć jeszcze ze dwa rozmiary więcej, i dalej miałaby boską figurę. Nie krzywdź się.