miałam tu nie zaglądać, nie pisać... przez jakiś czas... Ale kiedy znowu okazuje się, że jest mi ciężko i że normalny człowiek w takiej sytuacji bardzo chciałby porozmawiać, wyżalić się - ja wracam na bloga.

kolejne święta minęły. O dziwo - nie miałam problemu z jedzeniem. Po prostu postanowiła, że co ma być to będzie i nie będę sobie tym zaprzątać przedwcześnie głowy. Wigilia, 1szy i 2gi dzień świąt po raz pierwszy od kilku lat były prawie normalne!! Albo raczej - wbrew moim oczekiwaniom zamiast jeść i lądować w łazience - nie jadłam. Było cudnie. Ale ja to bywa - długo to nie trwało id zień dzisiejszy już nie jest taki kolorowy. Ale o tym pisać nie będę... ryzyko zawodowe bulimika i tyle.

Wróciłam do domu tuż przed wigilia... kilka godzin przed... Nie minęło nawet 3 kwadranse od mojego przyjazdu a już miała miejsce pierwsza awantura... Potem niemiłe życzenia świąteczne... Tradycji stało się za dość... Prezenty pod choinką jak zwykle zbyt drogie i wymyślne - żeby nie było, że ktoś na kimś oszczędza... Mnie sama kosztowało to 1800 zł... 3 miesiące oszczędzania... Na szczęście już po świętach...

Od dziecka nienawidziłam świąt bo zawsze kojarzyły mi się przepychankami, awanturami, płaczem matki i smutkiem - podczas gdy Mikołaj Coca Coli i reklamy w TV mówiły mi, ze ma to wyglądać inaczej!! Nic się w tym zakresie nie zmieniło - tylko ja urosłam...


Name:

Komentarze: