zastanawiam się czasem gdzie leży granica pomiędzy tym co dobre, a co złe... I nic z tego zastanawiania się nie wychodzi, chociaż się staram.

a jaka jest granica między zdrowiem a chorobą? Czy chorobą jest katar a zdrowiem nieustany płacz i niechęć do wszystkiego? Trudno to zdefiniować... Ja w każdym razie udaję zdrową i każdy mi wierzy. To pocieszające - przynajmniej w graniu jestem dobra...


Zaczyna się gorący okres... powinnam siedzieć nad książkami i zakuwać. No i siedzę... ale błędnym wzrokiem skaczę po literach, nie wiedząc co czytam. Niech już będzie lipiec - wtedy bez wyrzutów sumienia będę leżeć i myśleć... Chociaż myślenie też nie jest dla mnie wskazane - zazwyczaj dochodzę do wniosków, które sprawiają, że mam ochotę wziąć żyletkę i powycinać krwawe wzorki, licząc na to, ze razem z krwią wycieknie trochę tłuszczu... - tylko, że teraz trzeba się powstrzymać, bo w lecie trudno ukryć poranione ręce i nogi...

Przypomina mi się moja matura... Wszystkie wylane łzy i wszystkie blizny przypominając o tamtym okresie, które do tej pory nie zeszły... i te na ciele i te na duchu...



Name:

Komentarze: